Geoblog.pl    sebee86    Podróże    Odessa i Krym    Sewastopol
Zwiń mapę
2007
15
sie

Sewastopol

 
Ukraina
Ukraina, Sewastopol
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 1294 km
 
Wstajemy wcześnie. Zamówiliśmy u właścicielki pakiet naleśników (1,5 UAH za sztukę). Jedziemy na dworzec. Elektriczka nam zdupczyła. Szukamy innego połączenia na dworcu autobusowym. Kobieta w kasie twardo operuje komputerem choć chyba nie bardzo potrafi. W każdym razie udaje się kupić bilety do Sewastopola.
Na dworcu w Sewastopolu zostawiamy bagaże w przechowalni. Idziemy zobaczyć Panoramę. Jakimś cudem trafiamy na niepozorne, zniszczone schody. Mokrzy docieramy na szczyt. Nie ma tu żadnego budynku Panoramy. Jest za to post-radzieckie wesołe miasteczko. Kupujemy bilety na Diabelski Młyn. Stąd widać rzeczywiście całe miasto. I budynek Panoramy… Idziemy dalej przez park, do miasta. Łapiemy trajtka do portu. Wykupujemy zwiedzanie portu na pokładzie małego stateczku wycieczkowego. Niektóre okręty zacumowane w porcie są naprawdę imponujące. Inne sprawiają wrażenie czekających na złomowanie.
Zaczynamy się rozglądać gdzie można coś zjeść. Hot-dogi kosztują 2 hrywny. Decydujemy się jednak na obiad w restauracji. Jak zwykle czekamy długo. Inni nie mają tyle cierpliwości – wychodzą przeklinając obsługę. Kelnerka chciała nas oszwabić na 20 UAH. Za całość zapłaciliśmy prawie 200 UAH. Koper szybko podsumował, że byłoby za to 100 hot-dogów.
Stwierdziliśmy, że miasto duże więc i Lenin będzie duży. Idziemy na poszukiwania pomnika. Łapiemy dobrą fazę zaczepiając ludzi na ulicy i z rozbrajającą miną pytając „gdzie jest Lenin?” Z pomocą miejscowych trochę kluczymy ale w końcu go znajdujemy. Nie pomyliliśmy się. Lenin rzeczywiście duży.
Wracamy na dworzec. Zrewindykowaliśmy nasze plany bo czas nas goni. Ałupkę i Gasprę zobaczymy od strony morza wykupując rejs w Jałcie. Spóźniliśmy się jednak na busa o 16.30. Wg rozkładu następny jest o 18.40. Kupujemy wiec bilety. Idziemy ściepnąć sobie na ławeczce w parku skoro mamy 2 godziny. Poraża nas jednak widok centymetrowej warstwy ptasiego gówna pokrywającego całą powierzchnię ławki. Żeby było śmieszniej bezpardonowo siedzą na nich ludzie. Okazuje się jednak, że na dworcu stoi bus z tabliczką informującą o odjeździe o 17.10. Żeby było śmieszniej okazuje się, że bilety które kupiliśmy na 18.40 są właśnie na ten o 17.10.
Po drodze można przez okna podziwiać widoki. Po prawej rozpościera się malownicze wybrzeże. Po lewej – skaliste masywy gór.
Szkoda tylko, że nie przeczytaliśmy wcześniej w przewodniku, że Jałta jest najdroższym miastem na Krymie. Gdy szukamy kwatery padają ceny rzędu 100 $. Okazuje się, że można skorzystać ze swoistego „pośredniaka”. Babeczka w namiocie rozłożonym z boku dworca załatwia nam nocleg za 60 UAH na osobę. Wkrótce zjawia się Nikita, który ma za zadanie zaprowadzić nas na miejsce. Jedziemy 5 przystanków trajtkiem – kilkakrotnie uczestnicząc w pośrednictwie sprzedaży biletów. Proceder ten już zresztą opisywałem. Dalej zagłębiamy się pieszo w jakąś podejrzaną okolicę. Nasze kwatery… Cóż, po prostu tragedia. Mamy 30 minut, żeby się umyć bo od 21.00 nie ma już wody. Jednym słowem najwyższa jak dotąd cena za nocleg nie przekłada się na wyższy standard. Nikita chce nas jeszcze oprowadzić po mieście. Nie odważyliśmy się jednak opuszczać tego miejsca po zmroku.
Przed spaniem przypiliło Adasia. A warunki sanitarne pozostawiają wiele do życzenia. Adaś postanawia więc załatwić się na tarasie pod drzwiami sąsiada. Chyba żeby zachować resztki godności i kultury zaopatruje się w foliowy woreczek. Niestety sąsiad wybrał nieodpowiedni moment na powrót do domu. Spłoszony Adaś uronił troszkę ze swojego woreczka. Tak czy inaczej dokończyć musiał w kiblu na dole.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
sebee86
Sebastian
zwiedził 1% świata (2 państwa)
Zasoby: 15 wpisów15 2 komentarze2 0 zdjęć0 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróże
10.08.2007 - 24.08.2007